KALENDARIUM BEZPRAWIA

11 kwietnia 2026

Posiedzenie tzw. Krajowej Rady Narodowej (KRN) z 15 sierpnia 1944 r. odsłania rzeczywisty mechanizm powstania powojennego systemu władzy w Polsce. Nie był to proces stanowienia prawa, lecz jego instytucjonalnego pozorowania. Akty prawne zatwierdzano przez organ pozbawiony legitymacji, który sankcjonował decyzje podejmowane wcześniej – poza jakąkolwiek procedurą prawną. W tym sensie KRN nie pełniła funkcji ustawodawczej, lecz rolę narzędzia wtórnej legalizacji działań już dokonanych.

System, który w ten sposób powstawał, opierał się nie na porządku konstytucyjnym, lecz na ciągu decyzji politycznych, którym dopiero później nadawano formę prawną. Szczególnym przykładem tego mechanizmu jest sposób funkcjonowania tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN). „Formalna podstawa jego istnienia” – tzw. „ustawa” z 21 lipca 1944 r. – nie była wynikiem żadnej procedury ustawodawczej. Dokument ten powstał poza krajem – w Moskwie, w środowisku zależnym od władz sowieckich, i nigdy nie został faktycznie uchwalony przez KRN. Oznacza to, że PKWN działał od początku bez podstawy prawnej, a jego akty – w tym kluczowe dekrety – nie wynikały z legalnego porządku, lecz z narzuconych siłą decyzji politycznych obcego państwa – jednego z agresorów roku 1939 – Związku Sowieckiego.

Analiza wydarzeń z lata 1944 r. pokazuje wyraźny schemat: najpierw podejmowano decyzje o charakterze politycznym i majątkowym, następnie wprowadzano je w życie, a dopiero później próbowano nadać im pozory legalności.

PKWN wydawał dekrety już pod koniec lipca 1944 r., mimo że „formalne uprawnienie” do ich wydawania miał uzyskać dopiero 15 sierpnia. KRN, zamiast stanowić prawo, zatwierdzała działania dokonane wcześniej, często bez jasnej podstawy i z naruszeniem elementarnych zasad legislacji. Zmiany dat, niespójność dokumentów oraz brak ciągłości procedur wskazują, że mamy do czynienia nie z procesem prawotwórczym, lecz z mechanizmem dostosowywania faktów do formy prawnej po fakcie.

W tym kontekście szczególne znaczenie ma dekret PKWN o tzw. „reformie rolnej”.

Nie był on jedynie aktem regulującym kwestie własności. Stanowił instrument przejęcia (rabunku) majątku na skalę systemową, wdrażany w warunkach braku realnej kontroli prawnej i bez możliwości odwołania. Jego zastosowanie miało charakter jednolity i powtarzalny: obejmowało identyfikację majątku, sporządzenie dokumentacji przejęcia, parcelację gruntów, a następnie stopniową degradację całości założenia majątkowego.

Zachowane dokumenty pozwalają prześledzić ten proces w sposób konkretny i namacalny na przykładzie zagrabionego majątku należącego do rodziny autora – Dóbr Chojno – znajdujących się na Lubelszczyźnie w powiecie Chełmskim.

Protokół przejęcia Dóbr Chojno na cele tzw. „Reformy Rolnej” z dnia 26 września 1944 r.

Protokół, 1944 © Archiwum Cyfrowe BĄK+ORDYNACJA

ETAP – PRZEJĘCIE MAJĄTKU I UJARZMIENIE

Protokół przejęcia Dóbr Chojno na cele tzw. „Reformy Rolnej” na mocy Dekretu PKWN z 6 września 1944 roku formalizował lokalne działania przejmowania majątku, choć brakowało im rzeczywistej podstawy prawnej. Był to jeden z kolejnych etapów planowego procesu nacjonalizacji i ujarzmienia narodu, który rozpoczął się wcześniejszymi aktami PKWN: Manifestem z tzw. 22 lipca 1944 roku (faktycznie sporządzonym wcześniej w Moskwie), dekretami z 27 lipca (likwidacja tzw. policji granatowej, ustanowienie milicji, wprowadzenie sądów przysięgłych) oraz tzw. „Sierpniówką” z 31 sierpnia 1944 roku – dekretem o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za zabójstwa i znęcanie się nad ludnością cywilną i jeńcami, a także dla zdrajców Narodu Polskiego. „Sierpniówka” posłużyła m.in. do wykonania mordu sądowego na generale Auguście Emilu Fieldorfie, pseudonim „Nil”, któremu zarzucono „pójście na rękę” niemieckim okupantom poprzez zwalczanie organizacji takich jak Polska Partia Robotnicza, Gwardia Ludowa czy Armia Ludowa.

Wdrażanie Dekretu PKWN z 6 września 1944 roku wymagało wydania tzw. Instrukcji o przyspieszonym trybie wykonania Reformy Rolnej z 11 października 1944 roku, w tym słynnego artykułu 10a, który nakazywał w ciągu trzech dni od przejęcia majątku usunięcie jego dotychczasowych właścicieli, a także osób im szczególnie bliskich i związanych z dawną administracją folwarczną (rządcy, ekonomowie itp.). Dawni właściciele nie mogli zamieszkać w obrębie gminy, a później powiatu, w których znajdowały się ich majątki.

Dodatkowo Dekret PKWN „o ochronie Państwa” z 30 października 1944 roku, w artykule 2 przewidywał kary więzienia lub śmierci dla osób, które „udaremniają lub utrudniają wprowadzanie w życie reformy rolnej, nawołują do czynów przeciw jej wykonaniu lub publicznie pochwalają takie czyny”.

Wszystkie te akty, łącznie z wcześniejszymi dekretami i „Sierpniówką”, pokazują etapową i świadomą strategię podporządkowania społeczeństwa oraz eliminowania dotychczasowych struktur społecznych i ekonomicznych – proces nielegalny w sensie konstytucyjnym, ale systematycznie wdrażany w praktyce.

Dla zobrazowania rzeczywistości tamtych dni, poniżej prezentujemy fragment książki Dowiedz się, jaka? RES PUBLICA. Dialog z Rzeczywistością” (Wydawnictwo BĄK+ORDYNACJA, styczeń 2026), autorstwa twórcy wystawy. Książka napisana jest w formie dialogu – rozmowy Autora z Rzeczywistością, w której granice między nimi bywają płynne: czasem Rzeczywistość przemawia we własnym imieniu, a czasem Autor staje się jej głosem, prowadząc dialog z samym sobą i własnymi myślami.

Fragment stanowi autorską rekonstrukcję momentu przejmowania majątku ziemskiego w ramach tzw. „reformy rolnej”. W niniejszej ekspozycji narracja została wzbogacona o plakaty wykorzystujące autentyczne archiwalne zdjęcia z epoki, zachowane w rodzinnym archiwum autora, które pozwalają lepiej zobaczyć i poczuć atmosferę tamtych dni.

Anatomia zniszczenia – fragment książki pt.: „Dowiedz się, jaka? RES PUBLICA. Dialog z Rzeczywistością”

Autor:
Mieczysław Boduszyński, przeskakując we wrześniu 1944 roku przez parapet okna w Chojnie – swego rodzinnego majątku – zdążył uciec przed zbliżającym się w ciężarówce oddziałem NKWD oraz UBP/MO. Dla bezpieczeństwa nie mieszkał już w pałacu. Byłby zbyt widoczny, a droga szybkiej ewakuacji byłaby wręcz niemożliwa.

Ciężarówka i dwa małe wojskowe łaziki wolno skręciły z szosy Chełm-Lublin, wjeżdżając na utwardzoną drogę w kierunku pałacu. Powoli minęły zabudowania gorzelni znajdujące się po prawej stronie. Nie zatrzymały się. Jechały dalej, aż dotarły do jej końca, gdzie zobaczyły przed sobą stary, drewniany krzyż, pamiętający rok 1863. Niósł w sobie ciężar czasu i pamięci. Jego drewno było sczerniałe od deszczu i słońca, spękane wzdłuż włókien, o nierównych krawędziach, z wyraźnymi śladami obróbki ręcznym narzędziem. Drobna figurka Boga rozpiętego na krzyżu – prawdopodobnie ze stopu cynku lub żeliwa, pokryta patyną w odcieniach grafitu i brunatnej zieleni – jak małe ramiona, które wskazywały drogę. (…)

Przydrożny krzyż w Chojnie – w 2007 roku już utracił około 2/3 belki pionowej © Archiwum Cyfrowe BĄK+ORDYNACJA

Fragment bramy wjazdowej na teren pałacu w Chojnie – 1937 © Archiwum Cyfrowe BĄK+ORDYNACJA

(…) Skręcili w lewo, nie zwalniając na zakręcie, przemknąwszy między dwoma murowanymi filarami starej bramy z połowy XIX wieku. Zatrzymali się dopiero przed wejściem do pałacu. Wtargnęli w jego trzewia, wyważając odrzwia. Rozbiegli się po pokojach – lecz nikogo nie zastali. Pałac był opuszczony.

Przyjeżdżali już wcześniej – dwukrotnie – ale w sile tylko jednego łazika i to o bladym świcie, licząc, że wywleką zaspanego dziedzica w szlafroku, ku uciesze własnej i może pałacowej służby. Niestety, zastawali go zawsze już w pracy, na placu podwórza, w części gospodarczej majątku, w otoczeniu pracowników folwarcznych.

Śladem jednej z tych wizyt jest dokument potwierdzający rekwizycję – „uprzejmą prośbę o wypożyczenie jednego biurka kancelaryjnego” dla potrzeb Posterunku Milicji Obywatelskiej w Siedliszczu – datowany na 10 sierpnia 1944 roku. (…)

Dokument rekwizycji – 1944 © Archiwum Cyfrowe BĄK+ORDYNACJA

Zatrzymajmy się na moment przy tym dokumencie rekwizycji z dnia 10 sierpnia 1944 roku. Ten drobny, z pozoru banalny dokument prowokuje jednak zasadnicze pytanie: od kiedy PKWN miał „prawo” do wydawania dekretów „z mocą ustawy” – o ile w ogóle można mówić o istnieniu takiego „prawa”.

Analiza zachowanych materiałów z tzw. III sesji KRN, w tym protokołu posiedzenia z dnia 15 sierpnia 1944 roku – a więc pięć dni po przeprowadzonej na potrzeby Milicji Obywatelskiej rekwizycji w majątku Chojno – prowadzi do jednoznacznego wniosku, że dopiero wówczas PKWN przedłożył do zatwierdzenia swoje wcześniejsze dekrety, wydane 27 lipca 1944 roku, w tym m.in. dekret „o rozwiązaniu tzw. policji granatowej” oraz dekret „o ustanowieniu milicji”.

Na jakiej zatem „podstawie prawnej” PKWN wydawał te akty wcześniej, skoro dopiero 15 sierpnia 1944 roku, na mocy „ustawy” tzw. Krajowej Rady Narodowej – organu również pozbawionego konstytucyjnej legitymacji – podjęto próbę nadania tym działaniom ram „formalnych”?

Odpowiedź jest jedna: PKWN działał bez „podstawy prawnej”, a dopiero późniejsze decyzje tzw. Krajowej Rady Narodowej miały na celu zalegalizowanie podjętych wcześniej działań i nadanie im pozorów „legalizmu”.

Zanurzmy się ponownie w opowieść autora, który krok po kroku przywołuje tamte wydarzenia.

(…) Dziś mieli inne zamiary. Było ich znacznie więcej, a pora dnia również była inna. Zbliżało się południe. Był to 26 września 1944 roku.

Wojskowe łaziki ruszyły ostro w kierunku zabudowań gospodarczych. Minęły ponownie dwa filary bramy i stary krzyż z Chrystusem ze zwieszoną głową. Teraz kierowały się już na wprost, mijając czworak – a właściwie „sześciorak” – obiekt mieszkalny dla stałych pracowników folwarcznych, zatrudnionych w rodzinnym majątku.
Stał jakby obojętny i nieruchomy, po lewej stronie drogi łączącej część rezydencjonalną pałacu z codziennym trudem i potem gospodarczego podwórza. Wrośnięty w jego zachodnią stronę, na osi wschód-zachód – jak rozpięte w przestrzeni ramiona krzyża.

Budynek był parterowy, niepodpiwniczony, z użytkowym poddaszem (piwnice usytuowane były za domem), zbudowany z wapienia, posadowiony na podmurówce kamiennej. Sześć osobnych mieszkań – w każdym pokój z kuchnią. Prąd, woda, piece, szamba…
 Świadectwo dbałości dziedzica o ludzi, których życie w czasach wojny też nie było łatwe.

Wjeżdżając na gospodarcze podwórze o kształcie czworokąta, musieli minąć budynek mieszczący osobny chlew, przeznaczony wyłącznie do użytku służby – szeroki na 4,5 metra i długi na prawie 28 metrów – usytuowany w części zachodniej placu zabudowanego tylko ścianami północną i wschodnią. Za nim, na ścianie północnej, rozpościerał się okólnik, oraz stara wielka obora, połączona ze stajnią o nieregularnych wymiarach: 11 metrów szerokości i ponad 90 metrów długości.
Ścianę wschodnią przestrzeni gospodarczej zamykała kuźnia, posadowiona w niewielkiej odległości od stajni, oraz budynek mieszkalny – Rządcówka. Dalej na południe biegło ogrodzenie murowane, obszerna stodoła i ponownie ogrodzenie, tym razem dwukrotnie przerwane na wjazdowe bramy, po których kot przechadzał się leniwie. Południową stronę zamykał potężny spichlerz – również jakby patrzący na to wszystko z dystansem, bo oddzielony sporym ogrodem warzywnym.

Łaziki zatrzymały się pośrodku pustego placu. Z jednego wysiadł oficer w mundurze udającym polski. Podszedł do stojącego tam wysokiego słupa, na którego szczycie zawieszono mały dzwon – sygnaturkę.
 Pociągnął z całej siły za wiszący sznurek… (…)

Sygnaturka – 1942 © Archiwum Cyfrowe BĄK+ORDYNACJA

(…) Tzw. Ekonoma p. Wojciechowskiego z utrzymaniem i pensją miesięczną 75 zł zatrzymuje się nadal (…)

[28 lipca 1940 r.]

(…) Rzeczywistość:
Widzę, Autorze, że opisujesz nie tylko przebieg wydarzeń, ale przede wszystkim strukturę przemocy i kontrolę nad majątkiem. Każdy szczegół – od drewnianego krzyża, przez filary bramy, po sześciomieszkaniowy „czworak” i rozległe zabudowania gospodarcze – pokazuje, jak system ingerował w każdy element życia codziennego. To, co dla zwykłego obserwatora byłoby opisem krajobrazu folwarcznego, dla mnie staje się mapą ucisku: miejsca pracy, schronienia i codziennej egzystencji zostały przejęte, zdeptane, sprowadzone do narzędzi represji.

Twoja narracja ukazuje też precyzyjność oprawców – kolejność działań, planowanie, obserwację. Widzimy nie chaos wojny, lecz przemyślane działania państwowego aparatu. Nawet „uprzejma prośba o wypożyczenie biurka” staje się świadectwem systemowego zawłaszczenia, subtelnego, ale skutecznego.
Jednocześnie zwracasz uwagę na to, że dziedzic starał się dbać o ludzi, którzy żyli w tym gospodarstwie. To pokazuje kontrast: struktura przemocy przeciwstawiona trosce jednostki. Każdy budynek, każda funkcja folwarczna – od chlewu, przez oborę, po spichlerz – staje się polem walki między człowiekiem z systemem.

Scena końcowa z oficerem i sygnaturką jest symboliczna: moment, w którym władza formalna manifestuje swoją kontrolę nad całym organizmem majątku. Jednocześnie drobny mechanizm – pociągnięcie sznurka dzwonu – wydobywa z ciszy echo tej przemocy.
Cały Twój opis, Autorze, działa jak dokumentacja „anatomii zniszczenia” – nie tylko materialnego, ale także moralnego i kulturowego. To nie jest jedynie opowieść o łazikach, oborach i krzyżach – to zapis systematycznego rozkładu majątku, ludzi i wartości.

Autor:
Zatem słuchaj uważnie dalej…
Świdrujący dźwięk dzwonu ostro przecinał gorące wrześniowe powietrze. Kładł się po polach daleko, oznajmiając wszystkim, że władza ludowa objęła w posiadanie kolejny bastion niezależności.
Mieczysław Boduszyński był już daleko, zagrzebując się głęboko w oddalonym od majątku, wielkim brogu siana.

Jak tylko zameldowano mu, że widać ciężarówki wojskowe skręcające z szosy Chełm-Lublin, jadące z pobliskiego Siedliszcza, nie zawahał się ani chwili. Lekko przeskoczył parapet okna w rządcówce, gdzie zamieszkał z początkiem marca 1944 roku – od momentu ukrycia swojej najbliższej rodziny w Nałęczowie – by następnie samemu skryć się między rozstawionymi, wysokimi tyczkami, gęsto obrośniętymi chmielem.

Biegł, nie oglądając się za siebie – jak wtedy, w czerwcu 1932 roku w Chełmie, kiedy zdobył mistrzostwo powiatu w biegu na 800 metrów [2’14’’] (…)


Mieczysław Boduszyński – zwycięzca biegu na 800 m, Chełm 1932 © Archiwum Cyfrowe BĄK+ORDYNACJA

← Zobacz poprzedni odcinek

Zobacz następny odcinek →