Wojciech Bąk _kurator wystawy

Drabiną do Nieba

Pierwotnym impulsem utworzenia wystawy, było przekonanie o konieczności zachowania ocalałej z XX wiecznej pożogi wojennej, nielicznej korespondencji Mieczysława Wacława Czackiego.

Jego spuścizna epistolograficzna, w całości została wytworzona podczas uwięzienia i pobytu w niemieckich nazistowskich obozach zagłady, obejmując tym samym okres 946 dni – łącznie od 8 grudnia 1941 roku do 9 lipca 1944 roku, kiedy pisze swój ostatni list do ojca.

Listy musiały być napisane po niemiecku, a było to efektem obowiązku, który został narzucony każdemu z więźniów. Zostały spisane językiem prostym, bez żadnych aluzji, czy informacji o realnie panujących obozowych warunkach. Nad wszystkim bowiem czuwał cenzor niemiecki, który sprawdzał drobiazgowo każdy list przed wysłaniem, jak również przychodzącą korespondencję do uwięzionego – wszystko zgodnie z bardzo rygorystycznym obozowym regulaminem.

Pomysł wielojęzycznego przedstawienia listów, wyniknął z prostej przyczyny. W trakcie prowadzonych wstępnych rozmów nad projektem, okazało się, że dla wielu osób było niezrozumiałym, dlaczego pisał do rodziny po niemiecku. Czas jest nieubłagany i niestety zaciera w świadomości wielu, rzeczywisty obraz tamtych wydarzeń. Dlatego też, wszystkie listy zostały przedstawione w pierwszej kolejności w oryginale, a samo tłumaczenie na język polski stało się tylko dodatkowym wyzwaniem, mającym na celu przede wszystkim ułatwienie zapoznania się z ich treścią.

Pomimo tego, a może właśnie z uwagi na to, obraz jaki wyłania się z treści listów jest obezwładniający. Lakoniczność wypowiedzi, ciągłe prośby o jedzenie i straszne osamotnienie – to realny obraz niemieckiej obozowej egzystencji. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z ogromu logistycznego, który musiał być podjęty przez najbliższe rodziny, aby móc zapewnić przetrwanie uwięzionemu. Zabezpieczenie ciągłości codziennych dostaw jedzenia, wiązało się z koniecznością wsparcia nie tylko przez rodzinę, ale również przez dalszych krewnych, czy nawet znajomych. Było to również dla każdego pomagającego wielkim obciążeniem materialnym, w tak przecież trudnych dla nich czasach.

Więzień pozbawiony wolności, wykorzystywany w niewolniczej pracy, egzystujący w katorżniczych warunkach, był faktycznie utrzymywany głównie przez rodziny, bez szansy na przetrwanie, gdyż takie było założenie narodowosocjalistycznej ideologi i jej zagorzałych wyznawców. A jednak pomoc była i płynęła ze wszystkich możliwych stron…

Podejmując się prezentacji listów, równocześnie pragnęliśmy, aby każdy mógł zapoznać się z oryginalnymi dokumentami, aby móc chociaż „dotknąć”, a może bardziej „być dotkniętym”, przez kontakt z autentycznymi archiwaliami. Mamy nadzieję, że udała nam się ta trudna sztuka, zarówno zachowania dla potomnych materiałów historycznych, podlegających nieubłaganemu upływowi czasu, w połączeniu z szeroko rozumianymi walorami edukacyjnymi.

Jednakże z biegiem postępujących prac, okazało się, że brakuje jeszcze czegoś – co ukazało by szersze tło, w jakim wzrastał Mieczysław Czacki, skąd czerpał natchnienie, czy siłę do przetrwania – tą niezachwianą siłę, aby wytrwać i być wiernym wpojonym od małego dziecka wartościom – i to jakim wartościom? To coś, co często przypisywane jest nam, Polakom, choć najczęściej w negatywnym wymiarze – coś co „wysysamy z mlekiem Matki” – ów drobny szept, który słyszy każde małe dziecko, szept bajek, opowieści o bohaterskich czynach swoich przodków, czy jemu najbliższych, a także trudno uchwytny – genius loci – duch miejsca, krajobraz wewnętrzny okalającej go przestrzeni. Dlatego też, nasza opowieść – zanim dotarliśmy do jej ostatecznego zakończenia – musiała wpierw rozpostrzeć dość szeroką perspektywę, odkrywając wręcz zaskakujące i nieznane rodzinne wydarzenia, ukryte często pod patyną czasu.

Koniecznym też okazało się opracowane historii jego ojca – Józefa i dwóch stryjów – Wacława i Zygmunta, którzy żyjąc na przełomie XIX i XX wieku, wywarli na siebie nawzajem ogromy wpływ, a zwłaszcza historia jednego z nich – najmłodszego – Józefa, którego jedna z decyzji miała niebagatelne znaczenie dla losów pozostałych braci jak i jego potomków. To oni mieli najdonioślejszy wpływ na ukształtowanie się wzorców ideowych i postaw, którymi kierował się Mieczysław Czacki podczas swego, jakże krótkiego niestety życia.

I tak z czasem utworzył się z tego wielki album rodzinny – składający się z odrębnych części – coś w rodzaju sagi, którą można czytać i oglądać każdą z osobna, aczkolwiek stanowiącą jedną zwartą całość, dopełniającą zrozumieniem poszczególne jej elementy.

Wydana w roku 2022 publikacja opisująca historię Wacława Czaczki-Rucińskiego – stryja Mieczysława, po którym „odziedziczył drugie imię”, jest dostępna już w naszym Scriptorium. Kolejne tomy dotyczące Józefa oraz Zygmunta oczekują na wydanie.

Niniejsza wystawa składająca się z 66 plakatów, każdy w oryginalnej wielkości formatu A0 (84,1 cm x 118,9 cm), jest również próbą dopełnienia nakreślonych wcześniej biografii, opisujących losy rodziny Czackich z przełomu XIX i XX wieku, spiętych jakby klamrą w osobie Mieczysława Wacława Czackiego.

Zaproponowany tytuł niniejszej wystawy – „Drabiną do Nieba” – bezpośrednio nawiązuje do jednej z ostatnich fotografii Mieczysława Czackiego, wykonanej w Jarosławiu w roku 1941, na krótko przed jego uwięzieniem. Ma jednak również i inne, głębsze przesłanie, które zapewne każdy będzie potrafił sam odnaleźć…

Wirtualna wystawa

APPENDIX

Mieczysław Wacław Czacki należał do pokolenia, które bezpowrotnie utraciliśmy, bez którego jesteśmy ubożsi, a co gorsze, nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, kogo i co tak właściwie straciliśmy, czego zostaliśmy pozbawieni.

W rodzinnym archiwum pozostało parę fotografii, których autorstwo przypisywane jest właśnie Mieczysławowi Czackiemu. To małe arcydzieła – na które mogę patrzeć godzinami. Odnaleźć w nich można brzmienie obrazów Chełmońskiego jak i wielu innych polskich mistrzów z końca XIX wieku.

Zatrzymana chwila, czas, który przeminął, a zarazem przetoczył się po nich jak walec, wywracając wszystko co tworzyli i budowali z takim pietyzmem, niszcząc bezpowrotnie świat i najbliższych – niosąc im niewiadomą…

Opinie

Mieczysław Maria Boduszyński

„To imponujące opracowanie. Gratuluję.

Moje drobne wspomnienie o wujku Mietku, to że w pięć lat po zakończeniu wojny, moi rodzice posłali mnie do domu z internatem Sióstr Urszulanek SJK w Lipnicy pod Poznaniem.

Na ten roczny pobyt byłem wyposażony w długą, białą nocną koszulę, z wyszytym numerem 217 na jej froncie. Ta koszula należała do wujka Mietka, jak był w gimnazjum w Chyrowie.

Pamiętam jak Mama opowiadała mi, jak dumny był jej młodszy brat Mietek, że został wujkiem. Podobno lubił się bawić ze mną, mówiąc do mnie: „my dwa Mietki”. Gdy został aresztowany przez Gestapo w grudniu 1941 roku, miałem zaledwie półtora roku.”

Janusz Szczygieł

„Czekam niecierpliwie na publikacje o pozostałych dwóch braciach. Podziwiam ogrom włożonej pracy.”